| |
 | |
"wesele" wojciecha smarzewskiego, to kolejny obraz, dzięki któremu w tym roku nabieram przekonania, że nasze kino wcale nie ma się tak źle. tym razem mamy okazję szukać odpowiedzi na zagadkę "jacy są współcześni polacy". kołtuni? dorobkowicze? czy smarzewskiemu udało się wiarygodnie obnażyć nasze polskie słabości? konwencja tragikomedii doskonale się tutaj sprawdziła.
podobnie jak w "weselu" wyspiańskiego, do którego film może być dalekim odwołaniem, mamy do czynienia z urozmaiconym korowodem postaci, które przewijają się przez ekran. każda z nich dysponuje własnymi cechami; są wśród nich ludzie dobrzy i źli, rubaszni i niebezpieczni. jednak większości z nich możemy przyporządkować pewne wspólne, niestety niezbyt pozytywne cechy: pijaństwo, przekupność, krętactwo, kołtuniarstwo. ale też pomysłowość i spontaniczność - "polak potrafi"? :). główny bohater filmu, wojnar, w którego brawurowo wcielił się marian dziędziel, nasunął mi jednoznaczne skojarzenia z postacią jerry’ego lundegaard’a, którego w „fargo” braci cohenów zagrał william h. macy. podobnie jak jerry, wiesław przekonuje się, że krętactwa i podły charakter prowadzą do powstania wiru wydarzeń, nad którym szybko traci się kontrolę, a który wsysa głównego bohatera, oraz jego otoczenie na samo dno… a dno jest niebezpiecznie blisko w świecie, w którym nikomu, nawet autorytetom trudno jest zaufać. zwłaszcza postaciom z lokalnego świecznika… ksiądz, policjant czy notariusz okazują się być tak samo słabi jak wszyscy dookoła… właściwa kwota pieniędzy potrafi zdziałać cuda, a może nawet przywrócić do życia umarłego? ;). być może, ale nie wszystko da się kupić!
wydźwięk filmu nie jest niestety zbyt optymistyczny. czy wszyscy jesteśmy pijusami, złodziejami, kłamcami, krętaczami? na pewno nie, choć mówią, że nie ma ludzi bez skazy. ale warto popatrzyć na nas samych z boku, pośmiać się z rozmaitych przywar, a może też troszeczkę zastanowić?…
wspaniałą oprawę muzyczną filmu, do spółki z „the transistors” wykonał tymon tymański. wyobrażam sobie, że biorąc udział w tym przedsięwzięciu musiał przeżywać dziką satysfakcję, grając na „prawdziwym”, wiejskim weselu rubaszne i prześmiewcze utwory swojego autorstwa! w sferze tekstów mamy tu do czynienia ze znakomitym powrotem do źródeł i delikatnym atakiem na typowe wiejskie postawy, a więc do płyty „p.o.l.o. v.i.ru.s.”.
jeżeli słoma nie wyłazi ci z butów, jeżeli nie kupiłeś jeszcze sznurka do snopowiązałki, lub chcesz dowiedzieć się czegoś ciekawego o nas samych, wybierz się koniecznie na „wesele”. cudzysłów jest tu jak najbardziej na miejscu - a dlaczego, dowiesz się z samego filmu :). 2004-12-06 00:27:00 | plusz | "wieś jak malowanie" ?
|
|